Leo i Smocze Jajo
Dawno, dawno temu, w małej wiosce ukrytej między górami i lasami, mieszkał chłopiec imieniem Leo. Miał tylko siedem lat, ale w jego oczach błyszczała odwaga większa niż u niejednego rycerza. Leo kochał przygody. Codziennie wymyślał nowe zabawy: wspinał się na drzewa, budował szałasy, a czasem udawał, że jego drewniany miecz to prawdziwa broń, która chroni wioskę przed smokami.
Pewnego dnia, gdy słońce schowało się za chmurami, a las spowiła mgła, Leo usłyszał dziwny dźwięk dochodzący zza wielkiego dębu. „To pewnie wiatr…” – pomyślał, ale ciekawość była silniejsza. Po cichutku podszedł bliżej i… zobaczył coś, czego nigdy się nie spodziewał.
Na ziemi leżało ogromne, błyszczące jajo. Miało kolor zieleni i złota, a na jego powierzchni połyskiwały drobne łuski. Leo uklęknął i ostrożnie dotknął jaja. Było ciepłe! A wtedy – puk! puk! – coś zaczęło stukać w środku.
– Ojej! – wyszeptał Leo. – Czy to… smoczątko?
Jajo zatrzęsło się, pękło, a ze środka wyjrzała mała, zielona główka z wielkimi bursztynowymi oczami. Smoczątko przeciągnęło się, kichnęło małym ogniem i spojrzało na chłopca.
– Cześć… – powiedział Leo nieśmiało. – Ja jestem Leo.
Smok zapiszczał wesoło i polizał go po dłoni.
– Nazwę cię Iskierka! – uśmiechnął się Leo.
Od tego dnia Leo i Iskierka byli nierozłączni. Smok rósł bardzo szybko. Po tygodniu był wielkości psa, a po miesiącu – konia. Razem latali nad lasami, ratowali zwierzęta z sideł i pomagali wiosce – przynosząc wodę ze źródła albo rozpalając ogniska, gdy drewno było mokre.
Ale pewnej nocy Leo usłyszał głos we śnie:
– Leo… Iskierka należy do gór. Jego rodzina na niego czeka…
Chłopiec obudził się z ciężkim sercem. Wiedział, że musi odprowadzić przyjaciela do jego domu. Rano wziął worek z jedzeniem i wodą, a potem wskoczył na grzbiet Iskierki.
Lecieli wysoko nad chmurami, aż dotarli do Gniazda Smoków – miejsca, gdzie na niebie tańczyły setki wielkich, kolorowych smoków. Jeden z nich, stary i mądry, podleciał do nich.
– Dziękuję ci, mały rycerzu – rzekł smok. – Odnalazłeś nasze zaginione jajo i uratowałeś Iskierkę.
Leo poczuł w sercu radość, ale też smutek. Iskierka podeszła do niego, otarła się o jego ramię i wydała ciche mruknięcie, jakby mówiła: „Dziękuję”.
– Będę za tobą tęsknić – szepnął Leo. – Ale wiem, że tu jest twój dom.
Iskierka rozpostarła skrzydła i wzbiła się w powietrze, dołączając do rodziny.
Leo wrócił do wioski jako bohater. A choć tęsknił za przyjacielem, zawsze, gdy patrzył na niebo i widział zielony cień przelatujący wśród chmur, wiedział, że Iskierka o nim pamięta.
Czasem trzeba pozwolić komuś, kogo kochamy, odlecieć, by mógł być szczęśliwy.
Minęło kilka miesięcy odkąd Iskierka odleciała. Leo codziennie spoglądał na niebo z nadzieją, że zobaczy swojego przyjaciela. Ale chmury były puste, a wiatr przynosił tylko szelest liści. Chłopiec tęsknił tak bardzo, że często siadał pod wielkim dębem – tam, gdzie kiedyś znalazł smocze jajo.
Pewnego ranka, gdy mgła oplatała wioskę jak miękki koc, Leo usłyszał znajome puk! puk!. Spojrzał w stronę lasu i zobaczył… małe, świecące kamyki prowadzące w głąb drzew. Każdy z nich miał kształt łuski i błyszczał zielonym światłem.
Leo zebrał odwagę i ruszył tropem. Szlak prowadził go coraz wyżej, aż do stromej góry, gdzie powietrze pachniało dymem i mchem. Na szczycie czekał wielki smok o srebrnych skrzydłach. Jego oczy były jak dwa księżyce.
– Leo – zagrzmiał głosem, od którego ziemia zadrżała – przysłała mnie Iskierka. Potrzebuje twojej pomocy.
– Iskierka? Co się stało? – zapytał chłopiec, a jego serce zabiło mocniej.
– Złe moce uwięziły ją w Lodowej Jaskini. Jeśli nie pomożemy, zamarznie na zawsze…
Leo bez wahania wspiął się na grzbiet srebrnego smoka. Razem przelecieli nad górami, rzekami i lasami. W końcu dotarli do krainy, gdzie wszystko było pokryte lodem. Drzewa stały jak kryształowe posągi, a wiatr świstał niczym wilczy skowyt.
W głębi Lodowej Jaskini Leo dostrzegł Iskierkę, uwięzioną w gigantycznym soplu lodu. Obok niej stał czarny smok z oczami czerwonymi jak ogień.
– Nikt nie odbierze mi jej mocy! – syknął potwór.
Leo wiedział, że nie ma miecza ani tarczy. Ale przypomniał sobie słowa starego smoka:
– Prawdziwa siła tkwi w sercu.
Chłopiec zrobił krok do przodu.
– Iskierka jest moją przyjaciółką! Nie pozwolę ci jej skrzywdzić!
Nagle jego ręka zaczęła świecić złotym światłem. To było Smocze Serce – dar odwagi, który dostał za uratowanie Iskierki. Z jego dłoni wystrzeliła wiązka ciepła i światła, która rozbiła lodowy sopel na tysiące kawałków.
Iskierka była wolna! Rozpostarła skrzydła i ryknęła z taką mocą, że czarny smok odleciał w popłochu.
– Leo! – zapiszczała radośnie i wtuliła się w chłopca. – Wiedziałam, że mnie nie zostawisz!
Razem z Iskierką i srebrnym smokiem wrócili do Gniazda Smoków. Tym razem Leo usłyszał od starego smoka:
– Udowodniłeś, że jesteś prawdziwym obrońcą smoków. Możesz odwiedzać nas zawsze, kiedy zechcesz.
Iskierka otarła się o jego ramię i spojrzała w oczy tak, jakby mówiła: „Przygoda dopiero się zaczyna”.
I tak Leo został pierwszym w historii Małym Strażnikiem Smoków. Od tej pory, gdy ktoś w wiosce zobaczył cień przelatujący nad chmurami, wiedział, że to Leo i Iskierka lecą na kolejną misję.
KONIEC.
